TROCHĘ HISTORII


Historia tratw nad Biebrzą

Najważniejszymi szlakami komunikacyjnymi za ziemiach polskich od czasów upowszechnienia się transportu kolejowego były rzeki. Jedną z rzek używaną głównie do spławiania drewna i innych towarów była Biebrza.

W czasie wiosennych roztopów i rozlewisk Biebrza spławna była od miasteczka Lipsk. Jednak wykorzystywana była zwykle od śluzy Dębowo, tj. miejsca połączenia Kanału Augustowskiego z Biebrzą, gdzie trasa wodna robiła się szersza i bardziej spławna.

Pierwsze wzmianki o spławie drewna na Biebrzy pochodzą z I połowy XV wieku. Czytamy w nich, że w 1425 roku Roman z Redziłowa (dzisiejszy Radziłów) zobowiązał się dostarczyć tratwę drzewa wójtowi z Giełczyna. Drewno do Biebrzy spławiano z Puszczy Augustowskiej rzeką Nettą i Kanałem Augustowskim, a z lasów Rajgrodzkich rzeką Jegrznią i Kanałem Woźnawiejskim. Najlepiej rozwinięty był handel drewnem budulcowym, które transportowano najczęściej do Gdańska, Torunia, Bydgoszczy, ale również do Goniądza, Wizny lub Łomży.

Technika spławu wiązanych, a później zbijanych bali drewnianych nazywana była orylką. Osoby, które pracowały przy rzecznym transporcie drewna nazywano flisakami lub orylami. Spław w niewiele zmienionej postaci przetrwał tu do późnych lat 30-tych XX wieku. Orylka jako zatrudniająca zbyt wiele osób, czasochłonna i pracochłonna nie wytrzymała konkurencji z wydajną koleją.

Najnowsza historia biebrzańskich tratw wiąże się z rozwojem turystyki nad Biebrzą, która przypada na lata 90-te ubiegłego stulecia. To wtedy tratwy ponownie wróciły nad Biebrzę, trochę w zmienionej formie i innym przeznaczeniu. Jako pierwsi zaczęliśmy wykorzystywać biebrzańskie tratwy w celach turystycznych. Nasza pierwsza tratwa, którą zbudowaliśmy z drewna i butelek służyła bardziej jako pływający pomost. Spływy zaczęliśmy organizować kilka lat później, budując kolejną tratwę, która składała się z trzech skręcanych ze sobą części. Rozwiązanie takie pozwoliło na jej załadunek i transport w górę rzeki, a potem jej odbiór po zakończonym spływie. Płynięcie pod prąd, pomimo leniwego nurtu, było raczej niemożliwe. Pierwsze tratwy przypominały nieco te dawne tratwy orylskie. Na pokładzie znajdował się szałas w którym było miejsce na ekwipunek oraz nocleg dla około 3 osób. Drabinka zamocowana na szałasie zakończona tzw. "bocianim gniazdem" służąca do obserwacji terenu okazała się dużą atrakcją i przyciągnęła wielu ornitologów i turystów obserwujących ornitofaunę.

Nasze tratwy obecnie są bardziej przyjazne turystom, ale jednocześnie dalej zachowują swój pierwotny charakter. Wykonane są niemal w całości z drewna. Nie zamierzamy konkurować z luksusowymi houseboatami. Tratwy biebrzańskie mają być na tyle „prymitywne”, aby wtapiać się z dziką i surową scenerię Biebrzy i na tyle funkcjonalne, aby można była na nich mieszkać nawet przez kilka lub kilkanaście dni. Tratwy biebrzańskie mają być blisko natury i nie wyróżniać się na jej tle.

Obecnie spływ tratwami biebrzańskimi stanowi największą atrakcję turystyczną nad Biebrzą i jedną z ważniejszych w kraju. Pomysł na taką formę rekreacji znalazł naśladowników nie tylko nad Biebrzą ale także na innych rzekach w Polsce. Ale tylko Biebrza ma najbardziej odpowiedni charakter do takiej formy turystyki. Ewenementem jest też to, że na Biebrzy nie ma turystyki masowej. Ma w sobie też tą „magię”, która stanowi o jej wyjątkowości.